Niedługo skończy 71 lat, a w niedzielę po raz trzeci przepłynął samotnie w kajaku Ocean Atlantycki - tym razem jego północną, zimną część. Aleksander Doba w ciągu 111 dni pokonał
Widziane z perspektywy wioślarza na kajaku stają się niesamowitą lekturą, w której podziw dla żeglarza rośnie z każdą opisaną milą rejsu. Pomysł, by przepłynąć ocean w specjalnie skonstruowanym kajaku (ale zawsze kajaku!), nie jest nowy. Trójka śmiałków Atlantyk już tak zaliczyła. Polak, Aleksander Doba, był czwarty.
Książka „Na wiosłach przez Atlantyk” to kolejna opowieść Romualda Koperskiego o podróży przez ocean. Tym razem autor książki zmierzył się z bezkresem Oceanu Atlantyckiego. Rejs oceaniczny łodzią wiosłową „Pianista” rozpoczął się w październiku 2016 roku na Wyspach Kanaryjskich, zakończył sukcesem na Wyspach
Stanisława Skarżyńskiego przez Atlantyk. Karolina Suder 2023-05-10. UDOSTĘPNIJ: Mija 90 lat od przelotu płk. Stanisława Skarżyńskiego przez Atlantyk. Źródło: TVP3 Kraków. To był wyjątkowy lot. 90 lat temu płk. Stanisław Skarżyński, jako pierwszy Polak, przeleciał nad Oceanem Atlantyckim samolotem RWD-5 bis, ustanawiając tym
Końcówka listopada, przeglądamy wiadomości. Naszym oczom ukazuje się nagłówek o treści Polak powstrzymał nożownika przy pomocy… kła narwala. Już wtedy wiedzieliśmy, że to będzie dobry dzień. W Londynie doszło do ataku terrorystycznego na znanym wszystkim turystom London Bridge. Sprawca został powstrzymany przez przechodniów.
Maja Hirsch zdradziła, że spotkała się z niewybrednymi komentarzami odnośnie wyglądu w programie "Przez Atlantyk". Aktorka podkreśliła jednak, iż na środku oceanu miała znacznie
Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego prezentuje nową wystawę, która powstała w 80. rocznicę lotu przez Atlantyk kpt. pilota Stanisława Skarżyńskiego. Ekspozycja zawiera fakty z życia S. Skarżyńskiego, z jego młodości jak i lat późniejszych aż do tragicznej śmierci. Oprócz wydarzeń z życia osobistego wystawa prezentuje wojskową karierę Skarżyńskiego, jego
Doba na oceanie, książka wydana w 2017 roku. Książka graficzna ?Doba na oceanie. Jak przepłynąć Atlantyk kajakiem?? to fascynująca opowieść o pierwszych dwóch wyprawach przez Atlantyk Aleksandra Doby, polskiego kajakarza, który jako pierwszy człowiek w historii przepłynął ocean kajakiem, z kontynentu na kontynent.
Tysiące nazwisk polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata znalazło się na burcie jachtu Bartosza Bilińskiego, który zamierza wyruszyć w samotny rejs
Antek Królikowski ZROBIŁ AWANTURĘ na konferencji "Przez Atlantyk"! Krzyczał i ZWYZYWAŁ reportera Pudelka. 18-letni Polak ze znanego talent show został ZAMORDOWANY w Wielkiej Brytanii!
KcT9. Lepiej żyć jeden dzień jako tygrys, niż sto dni jako owca – to motto Aleksandra Doby, 67-latka, który płynie kajakiem przez Atlantyk. Z dnia na dzień jest coraz bliżej brzegów Florydy. Wypłynął z Portugalii 5 października. Niedługo minie zatem jego czwarty miesiąc na oceanie w łupinie kajaka. Nie może z niej wyjść. Początkowo zamierzał pływać trochę w oceanie, by rozruszać stawy i odświeżać się w ten sposób, jednak odstraszył go rekin, którego zobaczył przed planowaną kąpielą. Od tej pory całym jego terytorium jest kajak o długości 7 metrów i szerokości 1 metra. Pan Aleksander bywa jednak i tak zmoczony od stóp do głów, gdy zaleje go fala. Nawet jeśli trwa flauta, czyli cisza morska, i świeci słońce, wilgoć i sól w powietrzu sprawiają wiele niedogodności, w tym choroby skóry, które dokuczają kajakarzowi niemal od początku trwania niezwykłej podróży. Roboty na pokładzie nie brakuje. 8 godzin dziennie wiosłowania połączonego z nawigowaniem, potem odsalanie wody ręczną pompą, po automatyczna zepsuła się już dawno. Odsalanie trwa ok. 2 godzin. Ale dzięki temu ma słodką wodę do picia. W nocy może się „wyciągnąć” w kabinie, w którą wyposażony jest kajak. Miejsca nie ma jednak bardzo wiele, gdyż pomieszczenie to spełnia również funkcję magazynu. W kajaku mieści się także zapas żywności oraz niezbędne urządzenia, z których jednak część, w tym lokalizator SPOT, zepsuła się już dawno. Przez pierwsze 2 miesiące i kilkanaście dni pan Aleksander wysyłał smsy. Sms z 13 października: – Flauta. Żółw przepłynął 15 m ode mnie. Wyjąłem odsalarkę trzeci raz, do testów. Zastąpiłem zawór złączką awaryjną z … długopisu. Prace nad odsalarką zakończone sukcesem: 4 litry wody w ciągu godziny. 12 listopada: – Przez tydzień nie spotkałem żadnego statku, a dziś pojawił się jedną milę ode mnie kuter rybacki. Później, 50 metrów za rufą zauważyłem łeb kaszalota. Płynął obok kilka minut, w pewnym momencie pokazał się cały, z ogonem. 17 listopada: – Rano kilkadziesiąt delfinów baraszkowało obok kajaka. Robiłem zdjęcia nad i pod wodą. Wyprzedził mnie statek, w dużej odległości. Ćma usiadła na kajaku – dzielna. 7 grudnia. – Tragedia na kajaku. W nocy ryba latająca zabiła się przed włazem. Zrobiłem fileta i zjadłem na surowo. Pycha! Noc była spokojna wiatr SW 5, 1013 mb. W dzień wiatr SW do WNW 5-10. Seria burz i deszczy. Kondycja fizyczna i psychiczna OK. 13 grudnia: – Do najbliższej karaibskiej wyspy jest 1250 mil, do Florydy najkrótszą drogą 2200 mil, a Lizbona jest 1850 mil w linii prostej za rufą. 18 grudnia: – Przepływam nad wielkim pasmem górskim: Grzbietem Północnoatlantyckim. Góry są jednak bardzo głęboko pode mną. Zachmurzenie 1/8 Cu. Temperatury: woda 23 stopnie, powietrze 20-30 stopni. Od tamtej pory satelitarny działa połowicznie. Pan Aleksander nie może kontaktować się ze światem, jednak informacje przesyłane do niego przez przyjaciół z lądu docierają – widać to po pozycji kajaka na mapach satelitarnych. Pan Aleksander stosuje się do wysyłanych mu prognoz pogody oraz informacjom o wiatrach i prądach. Dzięki elektronicznym urządzeniom nawigacyjnym można śledzić trasę kajaka. Zdarzyło mu się przypadkowo (było to o godzinie 4 jego czasu, zatem podczas snu) naciśnięcie w ciasnej kabinie przycisku „Help”. Odebrał go amerykański ośrodek ratowniczy. Pojawili się na pomoc Polakowi, jednak ten, zdziwiony ich obecnością, podziękował, ale nie skorzystał z pomocy. Wyjaśnił, że u niego wszystko dobrze, a wezwanie pomocy musiało być przypadkowe. Aleksander Doba, gdy nie pływa akurat kajakiem, mieszka w Policach. Ukończył Politechnikę Poznańską. Pracował w tamtejszych Zakładach Chemicznych. Obecnie jest na emeryturze. Jest żonaty. Ma także dzieci i wnuczki. W jednym z smsów wysłanych z Atlantyku cieszy się z powideł śliwkowych od żony. Wcześniej latał szybowcem, skakał ze spadochronem. Jednak jego największą pasją stały się kajaki. W kajakarstwie górskim zdobył chyba wszystkie możliwe odznaki krajowe i międzynarodowe. Należą do niego liczne rekordy, np. rekord Polski w liczbie kilometrów przepłyniętych kajakiem w jednym roku. Wyniósł on 5125 km. Przepłynął całą Wisłę. Opłynął kajakiem Bałtyk i Bajkał. Wybrał się także za Koło Podbiegunowe – oczywiście kajakiem. Na koncie ma wiele innych kajakowych rekordów. Większości z nich dokonał jako pierwszy. Kajak, którym pan Aleksander płynie przez Atlantyk, nazywa się Olo. Zaprojektował i wykonał go Andrzej Armiński – doświadczony projektant i budowniczy jachtów. Nie jest to pierwszy kajak wykonany przez niego dla Aleksandra Doby. W 2010 roku Andrzej Armiński zaprojektował i zbudował w swojej stoczni kajak, na którym Aleksander Doba po raz pierwszy przepłynął Atlantyk z Afryki do Ameryki Południowej. 26 października 2010 r. wyruszył z Dakaru do Brazylii, gdzie dopłynął 2 lutego 2011 roku. Rejs trwał 99 dni. Jako pierwszy na świecie przepłynął kajakiem przez Atlantyk z kontynentu na kontynent (z Afryki do Ameryki Południowej) wyłącznie dzięki sile mięśni. Wcześniej Atlantyk na kajaku przepłynęły 3 osoby, ale płynęły one na kajakach wspomaganych żaglem, poza tym były to rejsy z wyspy na wyspę, nie zaś – jak w przypadku Aleksandra Doby – z kontynentu na kontynent. Po tym wyczynie wyruszył kajakiem na Amazonkę. Został wówczas napadnięty i obrabowany. Jednak pan Aleksander czuł niedosyt – chciał pokonać Atlantyk w najszerszym miejscu – na trasie z Europy do Ameryki Północnej. Jak tłumaczy Andrzej Armiński, aby zrealizować ten cel, trzeba wybrać odpowiednią porę roku i trasę, by nie wpakować się np. w sezon huraganów. Choć burze nie omijają kajaka. Obecnie pan Aleksander dostał się już w strefę klimatu kontynentalnego znad Ameryki Północnej. Oznacza to, że narażony jest na zimne północne powietrze. – Na skutek północnych wiatrów czasem zamarzają pomarańcze na Florydzie, i te właśnie wiatry teraz zagrażają i jemu – wyjaśnia Andrzej Armiński. „Olo” jest większy niż standardowy kajak, nadal jednak pozostaje tym właśnie środkiem transportu. A sprawia to napęd składający się z 1 wiosła. – Kajak różni się od łodzi wiosłowej tym, że ma 1 wiosło, a łódź 2 oraz dulki ułatwiające wiosłowanie. Praca włożona w napędzanie kajaka jest nieporównywalnie większa – tłumaczy Andrzej Armiński. Kajak Olo zaopatrzony jest w specjalne pałąki, które sprawiają, że nawet w czasie wywrotki wróci do pozycji wyjściowej. Jednak aby go rozpędzić, potrzeba więcej mocy niż w przypadku zwykłego kajaka. W momencie zwodowania w Lizbonie Olo ważył wraz z ładunkiem oraz panem Aleksandrem 550 kg. Gdy dobije do brzegów Florydy będzie znacznie lżejszy – pozbawiony zapasów żywności. Sam kajakarz prawdopodobnie będzie także szczuplejszy o kilka lub kilkanaście kilogramów. Podczas poprzedniej podróży kajakowej przez Atlantyk schudł 14 kg. Jest niesłychanie zdeterminowany i konsekwentny oraz niezwykle odporny na trudy psychiczne i fizyczne. Bywa, że z powodu wiatru kajak cofał się o kilkanaście dni, ale on z wigorem ruszał dalej – mówi Andrzej Armiński poproszony o podanie cech Aleksandra Doby, które umożliwiają mu wyczyn, jakim jest przepłyniecie oceanu kajakiem. – Wielu z nas po 2 godzinach pływania kajakiem marzy o tym, żeby wysiąść, a on spędza w nim całe miesiące, sam. Poza tym, a może przede wszystkim, ważna jest moc. Trzeba wiosłować mimo wszystko. Wyprawa nie była specjalnie nagłaśniana przez media. Na kajaku nie ma logotypów sponsorów. Zarówno kajakarz jak i projektant kajaka, który pokrył koszty jego budowy, nie szukali rozgłosu. Z drugiej strony, nie spotkali się też z większym zainteresowaniem. Zmienia się to nieco teraz, gdy pan Olek jest coraz bliżej celu. Jest też grono wiernych i stałych kibiców, którzy dopingują od początku pana Aleksandra. Widać to po systematycznych wpisach na jego stronie. Mimo że pora roku oraz trasa dobrane zostały tak, by uniknąć silnych wiatrów, prądów i huraganów – bywa, że na skutek tych przeciwności kajak cofa się zamiast płynąć do przodu. Raz w ten sposób pan Aleksander stracił 12 dni. Mimo to jest coraz bliżej celu. – Gdyby warunki były idealne, ale takich nie ma nigdy, jest w stanie dotrzeć do brzegów Florydy w 10 dni. W obecnych warunkach jest to loteria. Być może nastąpi to w ciągu miesiąca – mówi Andrzej Armiński. Autor: Agnieszka Szymaszek Źródło: Onet
Aleksander Doba, 65-letni kajakarz z Polic, jako pierwszy Polak przepłynął samotnie kajakiem Atlantyk. W środę, po 99 dniach żeglugi, dopłynął do Brazylii - poinformował współorganizator wyprawy Jerzy Arsoba. Doba jest czwartym kajakarzem na świecie, któremu udało się pokonać Atlantyk. Dobił kajakiem do brzegu w miejscowości Acaran niedaleko miasta Fortaleze. Na kajakarza oczekiwali ambasador Polski w Brazylii Jacek Junosza-Kisielewski i przedstawiciele tamtejszej Polonii. Aleksander Doba wypłynął w samotny rejs 26 października 2010 r. z Dakaru w Senegalu. Przepłynął ponad 5,5 tys. km. Dziennie pokonywał od 50 do 80 km. - Doba jest szczęśliwy i bardzo, bardzo zmęczony - powiedział Arsoba, który uczestniczył w powitaniu kajakarza. Jak wyjaśnił, Doba przez ostatnie dni wyprawy spał po dwie godziny na dobę. Cały czas wiosłował, a po cztery godziny dziennie obsługiwał ręczną odsalarkę, która dostarczała mu wody do picia. Żywił się jedzeniem liofilizowanym, czyli odwodnionym. Jego kajak z zapasami ważył ponad pół tony. Arsoba powiedział, że w czasie rejsu bardzo tęsknił za domowym jedzeniem. - Zabrał ze sobą kilka słoiczków z domowymi konfiturami swojej żony, które jadł tylko w wyjątkowych sytuacjach, by w ten sposób je uczcić - wyjaśnił. Kajakarz w czasie wyprawy nie miał szczególnych problemów ze zdrowiem. Najbardziej dokuczały mu problemy ze skórą - wysypka od słońca i słonej wody. Ma bardzo zniszczone ręce. Doba płynął na specjalnie dla niego zaprojektowanym, niezatapialnym, 7-metrowym kajaku poruszanym jedynie siłą rąk, bez żagla. Kontaktował się jedynie przez telefon satelitarny. Przetrwał na oceanie 5-tygodniowy sztorm, gdy siła wiatru dochodziła do 9 stopni w skali Beauforta i były 7-metrowe fale. Aleksander Doba to najbardziej doświadczony polski kajakarz. Po rzekach, morzach i oceanach kajakiem przepłynął ponad 70 tys. km opłynął samotnie Bałtyk, przepłynął z Polic do Narwiku, a w 2009 r. opłynął jezioro Bajkał. Doba zapowiedział, że po odpoczynku w Brazylii, chce kajakiem pokonać jeszcze 6 tys. km, płynąc wzdłuż wybrzeży Ameryki Południowej i Północnej do Waszyngtonu. zew, PAP
Aleksander Doba zmuszony został przerwać swoją wyprawę przez Ocean Atlantycki po tym, jak jego kajak został dwukrotnie przewrócony przez fale. Polski podróżnik nie doznał żadnych obrażeń. O pierwszej w nocy zobaczyłem z lewej strony tworzącą się falę. Nawet nie taką dużą, miała około metra, ale rosła dynamicznie. Za chwilę uderzyła w kajak i przewróciła go. Po niej przyszła następna i po raz drugi obróciła kajak. Podczas pierwszej fali przybojowej wypadłem z kajaka. Podczas drugiej skotłowało mnie już całkiem pod kajakiem – przekazał Doba na jednym z portali społecznościowych za pośrednictwem amerykańskiego koordynatora wypraw Piotra Chmielińskiego. Jak napisano w komunikacie, fale rzuciły kajak na brzeg Półwyspu Sandy Hook, ale Olek jest cały i zdrowy. W niedzielę w Nowym Jorku Doba rozpoczął swoją trzecią podróż przez Atlantyk kajakiem. W 2014 roku emerytowany inżynier mechanik z Polic jako pierwszy na świecie przepłynął kajakiem Atlantyk z Europy do Ameryki. Tym razem wyprawę zakończył po kilku dniach. bzm/PAP
Napisane przez Karol Marcinów, 02 lutego 2011. Po przepłynięciu prawie 5400 kilometrów, w ciągu blisko 100 dni, do celu dopłynął Aleksander Doba. Jest on pierwszym na świecie człowiekiem, który samotnie przepłynął Ocean Atlantycki kajakiem. Zobacz mapę dokumentującą całą podróż Polaka. Aleksander Doba wypłynał 26 październik 2010 roku z portu w Dakarze (Senegal). Bez wsparcia z zewnątrz - kajakiem nie wyposażonym w żaden inny napęd poza wiosłem, po 98 dniach samotnej walki z żywiołami oceanu, dzisiaj (2 lutego 2011) dotarł w końcu do celu - Fortalezy (Brazylia). Kliknij na mapę Aleksander Doba (ur. - polski podróżnik, kajakarz i odkrywca. Jako pierwszy opłynął kajakiem Morze Bałtyckie i Bajkał. Również jako pierwszy opłynął całe polskie wybrzeże z Polic przez Cieśninę Pilawską do Elbląga. Dwukrotny Akademicki Mistrz Polski w Kajakarstwie Górskim. "Na liczniku kajakowym" ma 64 000 km, w tym kilkanaście tysięcy km po morzach. Ukończył Politechnikę Poznańską. Turystykę kajakową uprawia od 1980 roku. W 1999 roku został laureatem międzynarodowej nagrody "Conrady" w kategorii "indywidualności żeglarskie" za rejs kajakiem dookoła Bałtyku. W roku 2010 otrzymał prestiżową nagrodę za największe osiągnięcia podróżnicze przyznawane przez internautów - Złote Stopy 2009/2010 w kategorii generalnej i w kategorii Woda. O kajaku OLO - jednostka Andrzeja Armińskiego zaprojektowana pod jego kierownictwem przez Rafała Głodka, Michała Klimka i Radosława Zygmunta i zbudowana w jego stoczni w Szczecinie. Projektowana z myślą o próbie pokonania kajakiem Oceanu Atlantyckiego na trasie Dakar - Brazylia przez Aleksandra Dobę. Wbrew pozorom budowa okazała się zadaniem skomplikowanym i wymagającym. Największe problemy sprawiły bardzo mała moc napędowa oraz zapewnienie niezbędnego do życia wyposażenia i miejsca na zapasy oraz przestrzeni życiowej przy znacznie ograniczonej powierzchni, objętości i masie. Jednocześnie konieczne było zachowanie wymaganych właściwości morskich i nie zatracenie idei kajaka. Na pokładzie można znaleźć panel słoneczny, ładujący akumulator w którym zgromadzona energia jest wykorzystywana do wytwarzania wody słodkiej i zasilania oświetlenia. Rufowa bakista bagażowa zapewnia miejsce na zapasy żywności, a w umiejscowionym pod kokpitem zbiorniku gromadzona jest woda słodka z odsalarki. Niewielka kabina w części dziobowej zapewnia niezbędne schronienie, miejsce do spania i dodatkowe miejsce na zapasy i odzież. Konstrukcja kadłuba została wykonana z przekładkowego laminatu węglowo-aramidowego. Kwestia stateczności na dużych załamujących się falach została rozwiązana przez dodanie pałąków, które zapobiegają długotrwałym przechyłom powyżej 75 stopni. Podział na pięć przedziałów wodoszczelnych, w tym dwa wypełnione materiałem wypornościowym, znacząco zmniejsza prawdopodobieństwo zatonięcia. Oczywiście zapewniony jest również kontakt z lądem. W tym celu użyto lokalizatora satelitarnego podającego pozycję co 10 minut oraz telefonu satelitarnego, a w razie wypadku można użyć radiopławy EPIRB. Nawigacja odbywa się na bazie systemu GPS oraz kompasów znajdujących się na pokładzie. W razie potrzeby kontakt z pobliskimi jednostkami może zapewnić radiostacja UKF. Podstawowe wymiary: Długość kadłuba: 7,00 m Szerokość kadłuba: 1,00 m Zanurzenie: 0,30 (0,88) m Masa z zapasami: ~ 550kg Źródło: