Oprócz 59%, którzy mają wyselekcjonowaną playlistę, 47% stwierdziło, że mają konkretne wspomnienie z podróży związanej z konkretną piosenką. Jeden z ankietowanych wspomina na przykład przeprowadzkę do stanu Kolorado kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy usłyszał utwór As We Ran w wykonaniu zespołu The National Parks. Od tego Dziś chcę Wam pokazać mały making of z planu zdjęciowego Wiecie już jak wygląda teledysk do piosenki "Tyle lat". Dziś chcę Wam pokazać mały making of z planu zdjęciowego 📽 Vieeoclip powstał w górach Izerskich oraz w Karkonoszach ⛰️ Te piękne krajobrazy to okolice Świeradowa Zdrój, Szklarskiej Poręby a także okolice Chciałbym razem z wami znaleźć teledysk z końcówki lat 90, To nie jest jakiś HIT jak: Captain Jack - Captain Jack czy Alex Party - Read My Lips. Nie znam tytułu ani wykonawcy ale pamiętam puentę teledysku i jak by przez mgłę jej szaloną i żywą nutkę Se spalovacím pístovým motorem s vnitřním spalováním s obsahem válců převyšujícím 50 cm3, avšak nepřesahujícím 250 cm3. 8711 2010 00. Skútry. Počátky elektromobility. Elektromobil v Anglii v roce 1895. Elektromobil La Jamais Contente (1899), první silniční dopravní prostředek, který dosáhl rychlosti přes 100 kilometrů za hodinu. Tato část článku není dostatečně ozdrojována, a může tedy obsahovat informace, které je třeba ověřit. Jste-li s popisovaným T-90. Možná hledáte: T-90 (protiletadlový tank). Některá data mohou pocházet z datové položky. T-90 je hlavní bojový tank ruské armády, vycházející z tanku T-72, avšak s novou generací pancéřování korby i věže a novějšího zbraňového systému (vycházející z tanku T-80 ). PREMIERA!!! Teledysk do utworu „Lata 90-te” od Zespół Twoja Ex-Fanpage jest już dostępny na naszym kanale YouTube! Zapraszamy do odsłuchu! Maybe you're just a little clueless. Do you think life is like a box of chocolates, or do you fantasize about being John Malkovich. If any of this makes sense to you, then say no more mon amour it's Rex Manning Day! Created. 2.1k. Celní nomenklatura » TŘÍDA XVII - VOZIDLA, LETADLA, PLAVIDLA A DOPRAVNÍ ZAŘÍZENÍ » KAPITOLA 87 - VOZIDLA, JINÁ NEŽ KOLEJOVÁ, JEJICH ČÁSTI, SOUČÁSTI A PŘÍSLUŠENSTVÍ » 8711 - Motocykly (včetně mopedů) a jízdní kola vybavená pomocným motorem, též s postranními vozíky; postranní vozíky » 8711 90 - Ostatní » 8711 90 10 - Jízdní kola s pomocným elektrickým Zarobiłem 900 dolarów, sprzedając łódkę z motorem. J'ai fait un profit de 900 dollars en vendant un bateau et un moteur. Jesteśmy na miejscu kolizji auta z motorem. Nous sommes sur les lieux de l'accident. Ty dobrze sobie radziłeś z motorem. Tu n'as pas mal réussi sur la moto. 1VgvQT. Uczniowie i nauczyciele Zespołu Szkół Licealno-Technicznych z Kluczborka nagrali teledysk do piosenki "Sweet Caroline", którą wykonuje DJ Ötzi. Na pomysł nagrania teledysku wpadła nauczycielka języka angielskiego Bianka Grybek wspólnie z uczniami. Ona też wybrała piosenkę i opracowała scenariusz. - Nasza młodzież chciała pokazać, że utożsamia się ze szkołą, że jest u nas fajna atmosfera i wszyscy tworzymy jeden zespół - mówi dyrektor Piotr Sitnik. - Oczywiście zaakceptowaliśmy pomysł. W szkole ważna jest równowaga - liczą się wyniki nauczania, ale także musi być radość, spontaniczność, kreatywność i wspólna praca. Każde zaangażowanie uczniów nas cieszy. Teledysk został nagrany na boisku szkolnym. Wzięli w nim udział prawie wszyscy uczniowie i nauczyciele. - W przedsięwzięciu nie uczestniczyli tylko maturzyści, czego bardzo żałowali - informuje Piotr Sitnik. - W tym czasie mieli lekcje, bo niedługo egzaminy. Widać, że uczniowie mieli wielką frajdę z nagrania - tańczyli, śpiewali, wykonywali różne akrobacje, wykrzykiwali "Sienkiewicz" i "Sienek" (to nieformalne nazwy szkoły, która znajduje się przy ulicy Sienkiewicza). - Ale nauczyciele też dobrze się bawili i bujali się nie gorzej od uczniów - dodaje Piotr Sitnik. - Młodzież daje nam wspaniałą energię, której potrzebujemy, bo ona nas napędza. Zwieńczeniem teledysku był przejazd motocyklistów z Piotrem Sitnikiem na Uważam, że całość wyszła bardzo fajnie - podsumowuje dyrektor. - Nie mieliśmy wielu prób. Teledysk to efekt jednego nagrania. Najważniejsze, że widać pozytywną atmosferę i nie jest ona udawana. Ta piosenka stała się naszym nieformalnym hymnem i chyba wszystkim już teraz gra w duszy. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera Przez lata uwielbiana wokalistka disco polo zdążyła się pogodzić z tym, że nie jest dla męża jedyną miłością. Elwira Mejk jego serce musi dzielić z gitarą i motorem, przy którym Mariusz chętnie majsterkuje. Zobacz również: Patrycja Runo KIM JEST - wiek, instagram, mąż, piosenki! Jak stara się on wynagrodzić żonie czas spędzony osobno? Ostatnio zabrał Elwirę w podróż. Wprawdzie Honda Shadow od jesieni stała w garażu, ale po małej konserwacji i wymianie oleju maszyna była gotowa do jazdy. – Mariusz uwielbia auta i motory. Czasem się śmieję, że tym pojazdom poświęca więcej czasu niż mi. Najbardziej rozbraja mnie, gdy chodzi wokół motoru ze szmatką i poleruje karoserię. Na akcesoria do pielęgnacji lakieru ma już nawet specjalny pojemnik – mówi wokalistka i dodaje z rozbawieniem: – Szkoda, że nie jest równie gorliwy w utrzymaniu porządku w domu. Bezpieczeństwo najważniejsze Na pierwszą w tym roku przejażdżkę sympatyczne małżeństwo wybrało się z rodzinnego Morąga do Iławy. Jechali polnymi drogami, by cieszyć się widokami malowniczych krajobrazów. – Przewietrzyliśmy maszynę na 120 kilometrowej wyprawie do Iławy, gdzie znajduje się nasza ulubiona restauracja nad jeziorem – zdradza piosenkarka. – Mariusz prowadzi bardzo bezpiecznie. Jechaliśmy około 60 kilometrów na godzinę. Jak rozpędzał się do 90, to krzyczałam na niego – opowiada nam Elwira, która nie ukrywa, że pasja męża jej również daje wiele przyjemności. – Lubię czasem poczuć wiatr we włosach, ale nie zgadzam się na brawurę. Dlatego bez kasku nie wyruszam na żadną wycieczkę – uśmiecha się wokalistka. Gwiazdy disco polo mają też odpowiednie stroje na motor. – Skórzane spodnie i kurtki są konieczne, a pod spodem termalne ciuchy, żeby nas za bardzo nie przewiało. Mam również specjalne długie buty, ale nie są zbyt wygodne, więc rzadko je zakładam – wymienia piosenkarka. Redakcja poleca: Gorąca nowość disco polo! Adam Chrola hitem "Stara miłość" zdeklasuje konkurencję?! W Mariusza schowku znajdują się również skórzane rękawiczki i kamizelka odblaskowa, którą wkłada, aby być widocznym wieczorem. Jesteśmy naprawdę przygotowani – dodaje. Czy takie rockowe stylizacje nie wyglądałyby dobrze również na scenie? – Kto wie? Może to w przyszłości rozważymy. Jednak na razie wolę występować przed fanami w bardziej kolorowych, kobiecych oraz podkreślających moje walory stylizacjach – podsumowuje artystka. Źródło - Nasze Melodie - Na żywo Samochody z lat 90 znacząco różniły się od tych, które można było spotkać na drogach jeszcze dekadę wcześniej. Po transformacji ustrojowej w 1989 roku w Polsce dynamicznie zaczął zmieniać się rynek motoryzacyjny, a Polacy z Maluchów zapragnęli przesiąść się do większych aut. Przez to spadło nieco znaczenie samochodów rodzimej produkcji o przestarzałych konstrukcjach, które królowały na drogach do końca lat 80. Oto 5 najpopularniejszych w Polsce samochodów lat 90. MIEJSCE 5 / OPEL ASTRA F Samochód jak na początek lat 90. ładny, do bólu funkcjonalny, z przestronnym, dobrze rozplanowanym wnętrzem i do tego niemieckim rodowodem, co miało wówczas niebagatelne znaczenie, bowiem kojarzyło się z solidnością i niezawodnością. Znacznie tańszy od innych niemieckich aut, co było kolejnym wielkim atutem. Astra pierwszej generacji była produkowana od 1991 do 2002 roku, zastępując popularnego Kadetta. Od początku z wprowadzeniem modelu na rynek koncern General Motors wiązał wielkie nadzieje, o czym świadczy fakt, że w pracach nad konstrukcją samochodu uczestniczyło 8000 inżynierów i projektantów. Od sierpnia 1998 roku Opel Astra I Classic był produkowany, w wersjach 4- i 5-drzwiowej, także w Gliwicach. Największymi zaletami modelu była duża gama trwałych silników, o średnim spalaniu i przyzwoitych jak na tamte czasy osiągach, które ponadto świetnie znosiły montaż instalacji gazowej, kilka wersji nadwozia oraz szeroki wachlarz wyposażenia dodatkowego (w standardzie były dwie poduszki powietrzne, co w tamtym czasie również nie było takie oczywiste). Samochody z lat 90 – Opel Astra F (fot. RL GNZLZ@Flickr, CC BY-SA MIEJSCE 4 / SKODA FELICIA Tańsza alternatywa dla volksawega, która od razu zdobyła serca Polaków. Ta miłość do Skody trwa zresztą do dziś. Od momentu kiedy Felicia w 1994 roku weszła do sprzedaży, regularnie plasowała się w czołówce najlepiej sprzedających się nowych aut w naszym kraju (20-30 tys. sztuk rocznie). Była dostępna w wersji 5-drzwiowego hatchbacka lub kombi. Z początku podstawowym silnikiem była jednostka benzynowa o pojemności 1,3 l i mocy 54 KM bądź 68 KM (z wielopunktowym wtryskiem). Później można było kupić skodę także z silnikiem volkwagena. Auto było nieco kanciaste, lecz dość pakowne, a dzięki dobrym podzespołom rzadko się psuło. Od wiosny 1995 roku Felicię montowano również w Poznaniu, gdzie do roku 2001 wyprodukowano jej w sumie aż 130 tys. egzemplarzy (z 912 tys. aut łącznie). Samochody z lat 90 – Skoda Felicia (fot. Cherubino@Wikipedia, CC BY-SA MIEJSCE 3 / DEAWOO LANOS Produkowany od połowy 1997 roku w fabryce FSO na warszawskim Żeraniu hitowy model Deawoo zastąpił popularną ale przestarzałą, wzorowaną na Oplu Kadecie Nexię, i z miejsca stał się jednym z najlepiej sprzedających się aut w Polsce. To właśnie Lanos zakończył trwającą od lat 80. erę Poloneza. Od początku był dostępny w kilku wersjach nadwoziowych i silnikowych, zyskując status auta rodzinnego. Z roku na rok w samochodzie zwiększał się udział polskich części. W pierwszej kolejności zmieniono koreańską tapicerkę oraz mało wygodne fotele. Jak na owe czasy auto miało nowoczesną linię, było dość przestronne i dynamiczne. Z wad można wymienić skromne wyposażenie, kiepską jakość elementów plastikowych montowanych w kabinie oraz niskie oceny w testach zderzeniowych. Produkcja Lanosa na Żeraniu zakończyła się w 2008 roku i zamknęła liczbą około 600 tys. sztuk wraz z zestawami montażowymi eksportowanymi na Ukrainę. Samochody z lat 90 – Daewoo Lanos (fot. Rudolf Stricker@Wikipedia, domena publiczna) MIEJSCE 2 / FSO POLONEZ CARO Pierwszy stosunkowo tani i przestronny samochód początku lat 90. Ten flagowy model warszawskiej FSO miał swą premierę w 1991 roku i przeszedł gruntowną modernizację nadwozia oraz konstrukcji (270 zmian) w stosunku do wersji produkowanej do końca lat 80. W Caro zastosowano nowe przednie reflektory, zderzaki, zmieniono kierownicę. Zwiększono również listę wyposażenia dodatkowego, wzbogacając ją o szyberdach, sportowe fotele czy elektryczne szyby. Do wyboru były także różne wersje silnikowe, w tym jednostka wysokoprężna o mocy 70 KM. W 1993 roku pojawił się nowoczesny silnik Rovera o pojemności 1,4 l i mocy 103 KM, który w porównaniu do wcześniej montowanych silników benzynowych miał o wiele mniejsze spalanie. W kolejnych latach Poloneza Caro wzbogacano o dodatkowe wyposażenie, co spowodowało że w połowie lat 90. był jednym z najlepiej sprzedających się w Polsce nowych samochodów (70-80 tys. sztuk rocznie). Pod koniec dekady jego sprzedaż zaczęła gwałtownie spadać. W konsekwencji wiosną 2002 roku zaprzestano produkcji modelu. Samochody z lat 90 – Polonez Caro (fot. Harnas kalisz@Wikipedia, CC0) MIEJSCE 1 / FIAT CINQUECENTO Miał być następcą Fiata 126p, choć przez wiele lat samochody te były produkowane równolegle (Cinquecento w Tychach, a Maluch w Bielsku-Białej). O popularnym „Cieniasie” na początku lat 90. marzyło wielu Polaków, co znalazło odzwierciedlenie w jego świetnej sprzedaży. Był to 3-drzwiowy hatchback z prawdziwego zdarzenia: tani, ekonomiczny w eksploatacji, ładny, w miarę wygodny i nowoczesny. Jego montaż rozpoczął się w czerwcu 1991 roku i trwał do 1998 roku (zastąpił go Seicento). Przez ten czas wyprodukowano ponad 1,1 mln sztuk. Był pierwszym samochodem osobowym Fiata, którego produkcja odbywała się wyłącznie w polskiej fabryce. Auto miało umieszczony z przodu silnik o pojemności 700 cm3 (pochodzący z Malucha BIS-a) lub 900 m3, a potem – od 1994 roku – także 1100 m3 w wersji Sporting. Cinquecento nie posiadało wspomagania. Można było natomiast kupić je z szyberdachem, centralnym zamkiem, alarmem, elektrycznymi szybami, dzieloną tylną kanapą czy klimatyzacją (tylko w wersji silnika 900 m3). Samochody z lat 90 – Fiat Cinquecento (fot. Rudolf Stricker@Wikipedia, CC BY-SA Fiat Cinquecento (fot. Rudolf Stricker@Wikipedia, CC BY-SA SAMOCHODY Z LAT 90 – PODSUMOWANIE Na początku lat 90 dynamicznie zaczęła rozwijać się sieć dilerów i przedstawicieli, oferujących pojazdy zachodnich marek. Inna sprawa, że wówczas jeszcze niewielu Polaków było na nie stać. Sięgano przeważnie po auta najmniejsze, z podstawowym wyposażeniem. W latach 90. w polskich fabrykach zaczęła się produkcja kilku ciekawych modeli Fiata, a potem Deawoo oraz Opla. Wszystkie, mimo różnej jakości wykonania, cieszyły się sporym zainteresowaniem. Lata 90. w przemyśle motoryzacyjnym to była piękna epoka. Marki samochodowe nie bały się na każdym kroku gniewu ekologów, a samochody projektowano dla ludzi. Przeciwnie do obecnej sytuacji, gdzie samochody produkuje się pod dyktando paneuropejskich widzimisię i bynajmniej, nie dla kierowców. Od gamy silników zaczynając, po jakość wykonania kończąc. Z rozrzewnieniem wspominam mojego Mietonga, którego sprzedałem jakieś pół roku temu. Mercedes-Benz W210, popularnie zwany okularem. To była wspaniała maszyna, o niesamowitym poziomie wykończenia wnętrza i wygodzie podróżowania. Niestety, wolnossący ropniak o pojemności litra sprawiał, że ta prawie dwutonowa kobyła miała dynamikę worka ziemniaków. Jednak nie o to w Mietongu chodziło. To był klasyczny dyliżans. Automobil, którym się powozi. Nie jeździ, a właśnie powozi. Najpoważniejszą dolegliwością dwieściedziesiątek była rdza, która lubiła chrupać nadwozia, szczególnie w okolicach progów, nadkoli i tylnej klapy. Mój egzemplarz był zdaje się wyjątkowy, bo nie miałem ani jednego ogniska rdzy, nawet w zawieszeniu. Była to zasługa poprzednich dwudziestu właścicieli, którzy o ten samochód dbali. Niemiec trzymał pod kocem i jeździł tylko na ryby, a Polak trzymał w garażu. Niestety, E Klasa o oznaczeniu W210 nie pobiła ani popularnością, ani bezawaryjnością Balerona, czyli poczciwej W124, ulubieńca taksówkarzy. Baleron był jeden i tego sukcesu nie da się niestety powtórzyć. Dziś dobre sztuki można trafić na aukcjach za niebagatelne kwoty. Baleron w stanie "normalnym" to wydatek spokojnie 15 tysięcy złotych. Warto, bo to prawdopodobnie jeden z ostatnich samochodów, w których nie ma co się zepsuć. Mówi się, że miarą niezawodności samochodu jest to, jak chętnie taksówkarze wybierają dany model. A piętnaście lat temu aż roiło się w Europie od taryf z jajowatymi oczami, szczególnie w kolorze typu budyń. Fenomen tego modelu polegał na tym, że przez ładnych kilka lat jeździli nim w Europie wszyscy: od taksówkarzy, przez małych przedsiębiorców, gangsterów (za sprawą pojemnego bagażnika), po kanclerza Niemiec i największych dygnitarzy. Okular ma w sobie niepowtarzalny klimat. Wytwarza niesamowitą aurę z połączenia klasycznej elegancji, poczucia prestiżu i wygody podróżowania oraz świadomości przynależności do elitarnej grupy społecznej, która powozi się takimi krążownikami szos. Dziś W210 widziane na ulicach raczej nie wywołują fali ekscytacji. Ich design, szczególnie pasa przedniego wielu osobom się nie podoba. Jednak linia klasycznego "berlinera" i zgrabny tył podręcznikowo wpisują się w kanony limuzyn z segmentu E. Tu mój Mietong podczas niezbyt profesjonalnej sesji sprzedażowej. Dobrze wyglądał na tych 18" felgach, c'nie? Okular w królestwie Lanosów Dobrze pamiętam okolice przełomu tysiącleci, kiedy to na naszych drogach królowały takie samochody jak Daewoo Lanos (wiele się nie zmieniło, bo to "świetny samochód", ale to zupełnie inna para kaloszy i napiszę o tym fenomenie szerzej kiedy indziej), Polonezy i kilka innych, nudnych modeli jak Astra A, Citroen Xsara czy Renault Megane pierwszej generacji. W czasach gwałtownego rozwoju kapitalizmu i nagłego zwiększenia się dostępności dóbr, kiedy społeczeństwo dostało w końcu możliwość świadomego wyboru stylu życia, pojawiła się nowa funkcja, którą zaczęto przypisywać produktowi, jakim jest samochód. Było to oczywiście normą miliony lat wcześniej na Zachodzie, gdzie Jaguara E-Type kupowali zamożni golfiści, a Mini jeździli pracownicy agencji reklamowych (sorry za ten "brytycyzm"). Ale w Polsce przez okres pięćdziesięciu lat po Wojnie nie było zbyt wielkiego wyboru w dziedzinie motoryzacji. Albo brało się Polskiego Fiata 125P, albo jeździło się MPK. Zaraz zaraz, jak się brało, krzyknie starszyzna. Na furę w latach 70. czy 80. czekało się nieraz po kilka lat, zbierając pieniądze na specjalnych książeczkach samochodowych. Nie było więc miejsca na lajfstajlowe pobudki, kierujące wyborem auta. Lata 90. przyniosły niesłychaną rewolucję w rodzimej kulturze motoryzacyjnej. Powstał nowy, nieznany wcześniej zawód zwany "handlarzem samochodów", cieszący się w tamtym okresie należytym szacunkiem i społeczną estymą. Tysiącom Polaków narodowo-martyrologiczno-historyczne zaszłości i pretensje do sąsiadów zza Odry nie przeszkadzały w masowym sprowadzaniu z Niemiec używanych samochodów. I zaczęły do nas zjeżdżać Okulary. Oh, co to był za szał. Klima, podgrzewane fotele, skóra z kangura. I ten design, nieporównywalny z żadnym innym samochodem widywanym podówczas na polskich drogach, po których jeździły nudne mydelniczki. Mój Mieczysław, gdy go kupiłem miał przejechane według licznika jakieś 200 tysięcy kilometrów, co oczywiście możemy uznać za radosną twórczość któregoś z poprzednich właścicieli i włożyć między bajki braci Grimm. Myślę, że mógł mieć przejechane około pół bańki, jak na samochód z 1997 roku. Ale czy to robiło na nim jakiekolwiek wrażenie? Nic. Zero. Nawet się nie wzruszył. Nawet koło zapasowe w bagażniku było nowe i oryginalne zapakowane, tak jak wyjechało z salonu! Wnętrze wyglądało, jakby auto miesiąc temu wyjechało z salonu gdzieś w Dusselforfie. Drewno i tapicerka zachowane w nienagannym stanie, wszystko idealnie spasowane i wyciszone. Klasa, moi Państwo! Domek w Bawarii Styl wnętrz Mercedesów z lat dziewięćdziesiątych można określić jako uosobienie drewnianego domku gdzieś na południu Bawarii, z salonem z kominkiem opalanym drewnem przyniesionym z lasu przez lekarza kardiochirurga Hansa. Na ścianach nie może zabraknąć takich detali jak poroże jelenia, wystawka trofeów strzeleckich czy płótna z malowidłami niemieckich ekspresjonistów. Podobne założenia estetyczne przyświecały projektantom ze Stuttgartu. Miało być elegancko, solidnie, konserwatywnie i topornie, w dobrym tego słowa znaczeniu. Powstawały samochody z charakterystycznym celownikiem na masce, które z daleka obwieszczały wszem i wobec, że o to jedzie arystokracja. Jednak nie arystokracja w ujęciu brytyjskim, bez pompatyczności i nadęcia typu ja jestem Bentley, a wy możecie wypier*****. Mercedes to wyważony styl i klasa. Jeżdżąc osiemnastoletnim Okularem czerpałem z tego niebywałą satysfakcję. Nawet częściej niż dziś z ochotą wybierałem się na przejażdżki bez celu. Nie liczyła się prędkość pokonywanej drogi, bo demonem przyspieszenia ten dwulitrowy ropniak nie był. Tu robotę robiło wrażenie płynięcia. Miękki i nieco leniwy układ kierowniczy. Cicho i równo pracująca czterobiegowa, automatyczna skrzynia biegów, której szarpnięcia były praktycznie niewyczuwalne. Zawieszenie idealnie zestrojone do spokojnego pokonywania zakrętów i nierówności, jakbyśmy jechali poduszkowcem. I ta przestrzeń w środku, gdzie ja mając 190cm wzrostu mogłem rozsiąść się przed kierownicą jak lord, a pasażer podobnych gabarytów mógł usiąść z tyłu i rozłożyć nogi. Ilość materiałów użytych do wygłuszenia wnętrza pojazdu była zadziwiająca. Wewnętrzna strona tapicerki, boczki drzwi czy nawet klapa bagażnika były idealnie wygłuszone, tak że jadąc z prędkością 140km/h miałem poczucie, jakbym stał zaparkowanym autem w garażu. Nawet samo zamykanie drzwi było przyjemnością, kiedy praktycznie za lekkim dotknięciem same domykały się bezszelestnie. Świetną sprawą w W210 jest promień skrętu. Tym samochodem bez trudu można było zawrócić na dwa razy w krętej uliczce, a z robieniem zatoczki nie było żadnego problemu. Celownik na końcu długiej jak stół dziesięcioosobowy maski. Jest klasa. Dziwię się więc, że Niemcy oszczędzili na zabezpieczeniu karoserii i postanowili jej nie cynkować, co było standardem w poprzednim modelu E Klasy. To niestety największa wada tych pięknych i ponadczasowych modeli Mercedesa. Czy W210 będzie miał szansę zasłużyć na miano klasyka? Mam nadzieję, że tak. Szczególnie z tego względu, że nie dotknęła go fala wieś-tuningu, tak popularnego na początku lat dwutysięcznych i mamy dziś na rynku mnóstwo egzemplarzy zachowanych w stanie fabrycznym, Z niepokojem patrzę na dzisiejsze limuzyny od Audi, BMW czy Mercedesa, które w zasadzie przestały być samochodami, a stały się komputerami na kółkach. Czy BMW serii 7 z czterema turbosprężarkami, w tym jedną elektryczną jest krokiem w dobrą stronę? Nie wydaje mi się, aby te samochody były w stanie pokonać "chociażby" pół miliona kilometrów bez poważniejszych napraw. A remont silnika? Każdy, kto ma trochę wiedzy o budowie pojazdów mechanicznych wie, na czym typowy remont jednostki napędowej polega. W dużym uproszczeniu - musimy mieć materiał, czyli metal, z którego będziemy w stanie coś na nowo wytoczy, co będziemy mogli powtórnie sfrezować i obrobić. W przypadku starszych, pancernych konstrukcji bloków silnika nie było z tym problemu. Braliśmy wał korbowy na warsztat, gdzie był on odpowiednio obrabiany i wyważany. Z dzisiejszymi konstrukcjami, które są wyśrubowane pod względem niskiej masy i wysokich osiągów do granic absurdu, będzie to obawiam się niemożliwe. Wybór odpowiedniego dresiwa do powożenia W210 nie był łatwy. A jakie są Wasze doświadczenia z W210, czyli popularnym Okularem? Mieliście okazję nim jeździć, a może byliście jego właścicielami? Jak postrzegacie te samochody w porównaniu do dziś produkowanych maszyn? Jestem bardzo ciekaw Waszych opinii. Zostawcie je tu w komentarzach lub na fanpejdżu bloga Motodrama.